Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste dramaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste dramaty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 listopada 2008

Ach ta młodzież dzisiejsza :(

Clipboard02

Moja bratanica..

Normalnie, jak by mi wbito nóż w plecy. Nie mogę się pozbierać. Pozostaje mieć nadzieję, że jej przejdzie ;) (4 klasa dopiero) i cieszyć się ze zdolności przywódczych.

środa, 5 listopada 2008

nie wierze

no naprawdę nie mogę uwierzyć w ta infomację:

 

http://wiadomosci.onet.pl/1857865,477,item.html

 

w głowie mi się po prostu nie mieści.

 

PS. jeszcze chyba nigdy żaden mój wpis nie zebrał takiej kombinacji etykiet.

wtorek, 22 lipca 2008

Polska język - piękna język

Tylko czasem brak  w nim pewnych wyrazów. Jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej, a ściślej mówiąc, jak każdy co bystrzejszy czytelnik się raczył sam domyślić, w trakcie przerwy w pisaniu tejże. I zaczynam żałować, że nie piszemy jej z Przemkiem po angielsku. Chciałem napisać taki oto fragment zdania:

 

[...] and pdb file (program database; contains debug symbols) must be accesible."

 

dotarłem do miejsca "zawierający symbole..." i się zaklinowałem. W jakimś nagłym przypływie szaleństwa strasznie chciałem napisać o tych symbolach debugowania, ale jakoś przez koniuszki placów nie chciało mi przejść symbole odpluskwiania, ani informacje o odpluskwianiu/debugowaniu. O ile to ostatnie ma jakikolwiek sens, to zupełnie nie pasuje do kontekstu, którym w tym momencie było mierzenie pokrycia kodu testami. I wpadłem jak Polak w słownictwo informatyczne - stworzyłem idiom (!?). Po chwili się poddałem - po prostu pominąłem to zdanie. Chyba dojżałem do tego emocjonalnie, albo zrobiłem się zbyt śpiący, żeby tracić czas na pierdoły.

 

[dygresja] Oczywiście opisywanie tego tutaj nie jest, "traceniem czasu na pierdoły". Zauważyliście, że kiedy ktoś was zmusza do robienia bezużytecznych rzeczy, to wtedy jest to "tracenie czasu na pierdoły", ale kiedy robicie to samo z własnej woli, to jest to po prostu opierdalanie się? :)

 

Inne ciekawe słowo, którego się można nauczyć to "zrąb". Żadna rewelacja w sumie. Pierwsze wrażenie jest oczywiście piorunująco kretyńskie, ale z czasem człowiek się z tym oswaja i zaczyna dopuszczać jako alternatywę dla ulubionego do tej pory "frejmłorka" (sic! live writer nie podkreśla tego słowa jako błąd!)

 

I tak rekordy niechlubnej popularności święci w moim osobistym zestawieniu międzymordzie, jako ekwiwalent interfejsu powstały w latach 80-tych. O dziwno, z jakichś niewytłumaczalnych powodów, słowo to się nie przyjęło. Widocznie informatycy mają jakieś granice słownej przyzwoitości i wolą kaleczyć język angielski i polski na raz, niż swoje uszy i wątpliwe poczucie estetyki werbalnej.

 

Przerabialiśmy podobny temat na blogu eXa. Zachęcam gorąco do umieszczania w komentarzach innych haniebnych tłumaczeń.

 

PS. ciekawe, czy będziemy pierwszymi ludźmi, którzy cały tekst pracy magisterskiej napiszą w notatniku i svn. W konfrontacji z google.docs okazało się to całkiem rozsądnym wyjściem. Może ktoś nas poratuje czymś co pozwala sensownie współdzielić dokumenty? Wymaganie jest takie, żeby to coś umiało wyeksportować treść do doca (pośrednio lub bezpośrednio, ale żebym nie musiał stać na głowie i machać nogami jednocześnie), najlepiej, żeby umożliwiało zapis poszczególnych rozdziałów w osobnych plikach, ale żeby można było edytować widząc wszystko na raz. Format tekstowy (xml/txt).

piątek, 13 czerwca 2008

pieprzenie kotka za pomocą młotka...

...tyle można chyba powiedzieć o występie naszej reprezentacji na euro2008.

PS. żadne zwierze, a tym bardziej kot, nie ucierpiało podczas pisania tego posta.

piątek, 28 marca 2008

mała apokalipsa

no i stało się.. kiedyś musiało. Jeszcze wczoraj wieczorempisałem posta, w którym zjedżałem jakiegoś matoła z tygodnika komputerowego, który zasłużył na Zuotą trzciąkę i komp mi sie powiesił. Robił to od jakiegoś czasu i mimo dociekań nie udało mi sie temu zaradzić. Coś ze sprzętem w każdym razie. No i dzisiaj po przyjściu z pracy już biedaczysko nie wstało. Trzeba więc sprawić sobie nowe przedłużenie własnego ego: coś w rejonie core 2 duo 2x3gh, 500 MB SATA (o zgrozo, są dyski o pojemności TB - "ale przecież tak dużego dysku nigdy nie zapełnie"), zdaje się, że z grafiki będzie GF 8800 GT - raz w zyciu sobie deczko porzadniejsza grafike kupie, do tego jakaś płyta główna, jakaś obudowa, 2GB ramu (4GB WinXP nie obsługuje a visty nie chce - 120 zł za kość 2GB ram to coś niesamowitego; prawie jak pójść do sklepu i za 100 zł kupić wygrywający kupon na dużego lotka), jakaś nagrywarka DVD (niecałe 100zł - nagrywarke CD kupowałem kiedyś za 400 zł!)... i będzie fajnie..

teraz jednak nie mam połowy rzeczy z których korzystałem na co dzień po przyjściu z pracy.. poczta, komunikator, hasla w rozne miejsca.. klucz prywatny do zalogowania sie w fortis banku na swoje konto (shit!)

normalnie jak by mi ręce urwało..

i to nie jest uzaleznienie od kompa, bo ja go zaraz normalnie wyłącze i pojde coś czytać.

PS.

no i muzyki nie mam jak słuchać, bo wiezaża (napisałem wieza przez rz przed chiwlą) była przypięta - a jakże - do komputera, a cd juz dawno przestala odtwarzac..

normalnie jak bez rak..

shit.

PS. no i sprawdzanie pisaowni sie cos popieprzylo, wiec idą byki jak stąd do Cincinati w świat. A co mi tam.