Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 kwietnia 2009

;)

 

- co dzisiaj będziesz robił?

- nic

- przecież to samo robiłeś wczoraj!

- tak, ale nie skończyłem…

wtorek, 10 lutego 2009

89. rocznica zaślubin Polski z morzem

Cokolwiek to nie jest, zajęło miejsce posta, w którym miałem tradycyjnie już, po polskiemu ponarzekać na to i owo. Post można skrócić w apelu: nie kupujcie niczego w Bomar2 (flizy, wanny itp.). Jeżeli ktoś już musi wiedzieć czemu, to mogę przy piwie opowiedzieć. Wracając do rocznicy, natknąłem się na przeuroczy artykuł, a jakżeby: w onecie, o naszym ukochanym p. prezydencie: Prezydent proponuje nowy podział Polski

A w środku taki oto cytat z głowy (nie mylić z dupą) naszego państwa:

 

Prezydent przyznał, że w dzisiejszej Polsce "dobrze jest wzmacniać gospodarkę opartą na wiedzy, tworzyć programy komputerowe, systemy laserowe".

 

Nie no, pewnie że dobrze, zwłaszcza te systemy. W dodatku nasza głowa tuszyła, że:

 

[…], że przyjdą lepsze czasy dla naszej morskiej gospodarki. - Nie wszystkie procesy gospodarcze muszą być całkowicie spontaniczne - stwierdził.

 

Bardzo “zgrabne” sformułowanie. Doradca głowy narodu, który wymyślił takie .. potworki językowe.. powinien zawisnąć na stryczku, ewentualnie dostać jakąś premie od politycznej konkurencji.

 

I to wszystko się działo po tym jak..

L. Kaczyński przyjechał do Wejherowa z Pucka, gdzie rano brał udział w obchodach 89. rocznicy zaślubin Polski z morzem.

Bardzo okrągła rocznica tych zaślubin.. aż policzyłem, pierwsze miały miejsce w 1920. Nic dobrego nie przyniosły. Tym razem nie wróże nic lepszego.

 

PS> czy tylko ja mam takie wrażenie, ale czy nie myślicie, że otaczają nas debile? Ze wszech stron?

 

PS2> wpis ten zebrał chyba jak do tej pory największą ilość tagów ze wszystkich na tym blogu. Proszę składać gratulacje wpisowi osobiście.

środa, 24 grudnia 2008

Refleksja wigilijna

Mocno wysuszone przez ciężką chorobę ciało, same kości obleczone skórą. Martwe ciało. Sino-brązowe. Pogrążona w żałobie małzonka podchodzi i odwiązuje chustę podtzrymującą szczękę w zamkniętej pozycji. Zastygła zamknięta. Odwiązuje podobną chustę z kostek. Kładzie na klatce piersiowej otwartą książeczkę - w rękach zmarłego spoczywa już różaniec. Wszystko gotowe. Otwarta trumna stoi pośrodku małej kapliczki. Najbliższa rodzina zgromadziła się tam odmówić różaniec. Dzieci stoją spokojnie przy rodzicach. Śmierć jest blisko, na wyciągnięcie ręki. Po 30 minutach monotonnej modlitwy wszyscy wychodzą z kapliczki. Kto chce, podchodzi do zmarłego i trzyma go chwile za ręce. Potem już msza i pogrzeb.

Nie, nie pomyliłem świąt. Tak to już jest, że Śmierć się naszym kalendarzem za bardzo nie przejmuje i działa systematycznie według swoich obliczeń. Zastanowił mnie paradoks, z którego zdałem sobie sprawę właśnie wtedy: w wigilię wigilii. Słuchając opowieści o tym, jak to w ostatniej chwili zdążono zapalić przy umierającym gromnice i całej gamie innych zabobonne-rytualnych elementów tradycji nie mogłem wyjść z podziwu jak blisko Ci ludzie byli tej śmierci a jednak jak daleko od tego co mówi ich religia. Śmierć Była wśród nich. Razem z ciałem, które miało zostać w domu jeszcze cały dzień ale powędrowało wcześniej do chłodni, ze względu na centralne ogrzewanie i charakter choroby, która je wyniszczyła. "Za 4 godziny rozpocznie się proces rozkładu i wtedy naprawdę nie wiadomo co się może stać. Lepiej, zebyśmy go wzięli." Rozsądek wygrał z tradycją. Wracając do kapliczki, było dla mnie pewnym szokiem widząc jak małe dzieci podchodzą do dziadka i łapią go za sztywną, zimną dłoń. Tak blisko... Paradoksem była ta szczera pobożność i trzymanie się tradycji z tak jakby kompletnym brakiem zrozumienia tego, w co się wierzy. "To niesprawiedliwe". Śmierć niesprawiedliwa? - pomyślałem. Ciężka choroba i cierpienie tak, ale nie sama śmierć, zwłaszcza w konktekście wiary katolickiej. Przebijały się rozsądne głosy: "Przynajmniej już nie cierpi" - ileż to musiało kosztować córkę, która to powiedziała.

Nie byłem wychowany w takiej bliskości i poufałości ze śmiercią. Nie jestem pewien czy coś tracę, ale z pewnością w jakimś sensie to podziwiam. Najbardziej niesamowite jest to, że bierze się ona (bliskość) z przesłania, które niezrozumiane i przeinterpretowane i tak wycisnęło zamierzone piętno.

 

Wesołych świąt. 

piątek, 12 grudnia 2008

Sonda@onet.pl - takie sobie, nic ciekawego w sumie

Do wniosku, że nie napisałem nic ciekawego doszedłem na samym końcu wpisu. To tak na przestrogę, jak by się ktoś spodziewał czegoś przełomowego. Nic z tych rzeczy. Po prostu xavex grafoman;)

Wpis zostawiłem na wypadek, jak by się komuś w pracy jednak solidnie nudziło (pzdr. dla Asi :) ).Do rzeczy:

Zawsze jak widzę, to głosuję. Jestem po prostu ciekawy i odpowiadam nawet na głupie pytania. Taką znalazłem dzisiaj:

sonda

Pierwsze co zastanawia, to język polski. 26%!? Czy tu aby nie powinno być 100%? Druga interesująca rzecz: informatyka = 0% pomimo 1693 głosów (w tym mój :) ). Policzmy: 1693 / 264305 = 0,0064054785191350901420707137587257. Można było chociaż zaokrąglić do 0.5 (przepraszam, nawyk informatyczny, powinno być: 0,5)... Z całego badania wyłania się interesujący profil ludzi odwiedzających onet (to jest główny powód, dla którego wypełniam te sondy: interesuje mnie profil odwiedzających). Okazuje się, że 20% zdawało matematykę i jednocześnie tylko 26% (j. polski) zrozumiało co to jest opcja wielokrotnego wyboru. Do tego mamy całkiem sporo egzotycznych języków obcych (opcja "inny język obcy") - więcej niż francuski i niemiecki razem wzięte!? oraz 2% dzieci neostrady. Tak nieodzowny dzisiaj język angielski (10%) tylko deczko lepiej niż historia (8%), oportunistyczna geografia (7%) i wos z prawnikami (6% - to znaczy, że gdyby odliczyć prawników, historie zdawało by ok 2% osób). Do tego pora publikacji newsa przy którym jest sonda: 18:43. No i  w tym miejscu stwierdziłem, że w sumie nic ciekawego i dopisałem ostrzeżenie na przodzie (przedzie?).

 

PS. Jeśli jesteśmy przy dziwnych odmianach wyrazów. Kilka miesięcy temu dowiedziałem się o istnieniu czegoś takiego jak liczba podwójna. Nie pojedyncza. Nie mnoga. Podwójna. Dla zobrazowania, wyraz "oczyma" jest właśnie w liczbie podwójnej. Jakaś taka pozostałość. Kiedyś powszechne w łacinie, podobno się nawet tam uprościło. Taka ciekawostka.

wtorek, 21 października 2008

porządek rzeczy

Religia i nauka próbują uporządkować świat w którym żyjemy. Pierwsza każe ufać Bogu, druga własnym zmysłom. Życie nauczyło mnie, że nie można ufać do końca ani jednemu, ani drugiemu. Jedyne co jest solidne jak skała, to logika matematyczna. Niestety ta opisuje rzeczy bezużyteczne, które w dodatku - nie mam wątpliwości - nie istnieją.

poniedziałek, 21 lipca 2008

To coś

Dostarcza niezapomnianych wrażeń i wzruszeń. Czasem skłania do refleksji, innym razem pozwala się wyładować. Zaskakuje pięknem poetyckiej chwili zawieszenia i uderzeniem tysiąca armat. Czasem lekko przesmykuje się tuż na granicy percepcji. Połączyła więcej ludzi na świecie niż jakakolwiek religia. Ma na nich jednocześnie wielki wpływ, ale ich nie zniewala. Daje wolność i radość z bycia tym kim się jest. Traktuje wszystkich równo i nie zniewala. Jest nasza. Nie jest naszym przywilejem ani prawem. Po prostu jest i będzie z nami. Już zawsze.

 

Hey hey, my my
Rock and roll can never die
There's more to the picture
Than meets the eye.
Hey hey, my my.

Neil Young

 

 

A tu jeszcze jeden mały bonusik, inna twarz tego samego zjawiska. Miłego.

http://www.onet.tv/28980,2999,2,2865198,1,15,0,0,wideo.html

poniedziałek, 14 lipca 2008

"Chłopak zabił dziewczynę, bo była w ciąży"

Zarzut zabójstwa 15-letniej dziewczyny postawiła 18-letniemu Jakubowi W. prokuratura rejonowa w Kętrzynie (warmińsko-mazurskie). Chłopak udusił dziewczynę, bo była z nim w ciąży - poinformował rzecznik prokuratury okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski.
Więcej można przeczytać tutaj, chociaż zastanawiam się na ile wiarygodne źróło informacji podaje. No i oczywiście rozszaleje się kolejna wojna, gdzie z jednej strony padną hasła, pozwólcie że użyje pierwszych lepszych komentarzy z onetu:

"MÓJ BRZUCH = MOJA SPRAWA. Mogę dokonać aborcji kiedy chcę"

"gdyby przerywanie ciąży było dopuszczalne to prawdopodobnie dziewczyna by żyła, ale jakie to ma znaczenie dla nawiedzonych przeciwników aborcji ?

po drodze można zahaczyć o jakieś pomstowania na kościół o przyzwolenie dla antykoncepcji, albo coś w tym stylu:

"A wystarczyło słuchać kościoła, nie cudzołóż, nie zabijaj"

Albo, że przecież można było urodzić a potem oddać

Aha, no i jeszcze komentarze typu: nie wstyd wam się kłucić? zapalmy święczkę.

 

Jednym słowem: typowa papka. No to były dwa słowa.

 

I nawet nie zdajecie sobie sprawy, że jesteście sterowani i wykorzystywani. Przez media. Przecież dziennikarzom nie chodzi o wywołanie dialogu społecznego nt. aborcji czy antykoncepcji, bądź o wprowadzeniu wiedzy o życiu seksualnym do szkół. Tu chodzi o news.

Próbuje się wywołać nibyinteligentną dyskusję: aborcja tak/nie. Wychowanie tak/nie.

 

Bzdury!

 

Świat nie jest taki prosty i media doskonale o tym wiedzą. Dają pożywkę do nigdy niekończących się dyskusji dzielących społeczńestwo równie skutecznie jak prezydent i były premier. Żerują na emocjach.

 

Ludzie ginęli i będą ginąć, zabijali i będą zabijać. To tylko kwestia znalezienia odpowiedniego powodu. Ktoś kto mógł zabić ze strachu przed ujawnieniem ciąży, równie dobrze mógłby zabić z chęci zemsty, ze względu na kolor skóry, na chwałę jakiegoś boga albo dla 15 złotych.

 

Nie złapie się na ten haczyk i nie wdam się w dyskusję światopoglądową. Po prostu środek ciężkości dyskusji leży gdzie indziej, ale ludzie którym na tym zależy nie chcą, aby ktoś przez przypadek zaczął myśleć rozsądnymi kategoriami. A ludzie ci, to zarówno wojujący ateiści jak i ortodoksi religijni. Do póki ktoś będzie używał ich argumentów, dopóty będa potrzebni. Jak tylko przeniesie się dyskusję na inna płaszczyznę, staną się niepotrzebni. A o nich przecież musi być głośno. Inaczej zginą.

 

Wewnętrzną harmonię i spokój polegający na pogodzeniu własnych pragnień z moralnością, z kulturą, w której przyszło ci żyć znajdziesz wtedy, gdy przestaniesz myśleć kategoriami nakazów i zakazów oraz wyborów "aborcja tak/nie", i wyjdziesz ponad to. Wtedy okaże się, że nie potrzeba nikogo, kto by osądzał co robisz. Żyj zgodnie ze swoim sumieniem, a nie czyimś. Bądź dobrym człowiekiem, a nie będziesz potrzebować już ani jednego nakazu ani zakazu w życiu.

sobota, 12 lipca 2008

Ars moriendi

Na onecie czasem bywa jakiś wartościowy artykół. Są to oczywiście przedruki, ale są one na onecie. Dzisiaj było to: Sztuka dobrego umierania. Kończy się to poradami dla umierających i rodziny (ostatnia strona). Wszystkie takie utarte slogany. Ale jeden mnie zastanowił:

Ceń życie, ale nie trzymaj się go kurczowo. Żyj każdego dnia tak, jakby był twoim ostatnim.

Czytaj: pogódź się ze śmiercią.

 

Ja się z moją nie pogodzę. Z "moją", bo każdy ma swoją śmierć. Pogodzić się ze śmiercią może ktoś, kto uważa że nie ma już nic do zrobienia na tym świecie. Ktoś, kto nie oczekuje już niczego od życia, kto się spełnił. Tylko w takim stanie można zachować spokój. Nie gniewać się. Bo przecież bać nie ma się czego. Bać można się bólu. Ale on jest za życia. Jak umrzesz, to już go nie ma. Czego tu się bać? To przecież tylko wyłączenie wtyczki, dokładnie takie samo jak pójście spać. Wiem, że na pewno się będę gniewał. Już teraz wiem, że braknie mi czasu na wszystko co chciałbym w życiu zrobić. Dzisiaj mi z  tego powodu smutno, ale za kilkadziesiąt lat będe wściekły.

 

Śmierć. Widać ją w oczach. Są  takie puste, bez blasku. Nawet jeśli pełne nadziei, to matowe. Płytkie. Mimo, że człowiek jest spokojny, wyciszony i pogodzony ze swoją śmiercią, to oczy są płaskie jak kartka papieru.

 

Zbliża się. I nie ma z nią żartów. Zadaje cios za ciosem. Powoli i systematycznie, tak żebyś dobrze zrozumiał, że nie masz szans. Nie ma się co wiercić i wyrywać. To tak trochę jak na fotelu u dentysty. Trzeba wytrzymać, bo po prostu trzeba. Cios za ciosem. Na własnych oczach zamieniasz się w proch. Doskonale funkcjonujący organizm, istota harmonii, geniusz przyrody, zaczyna się sypać. Wtedy dopiero widać, że to że żyliśmy to był w ogóle jakiś cud. To że żyjemy jest dziwne, nie to że umieramy. Człowiek jest jak mikrokosmos. Można urwać mu rękę, zrobić w nim dziurę na wylot - a on i tak będzie działać całkiem sprawnie. Najdelikatniejszy narząd, jakim jest ludzki mózg, jest zarazem najbardziej odporny na ubytki. Komórki nerwowe się nie regenerują, a on działa mimo że umierają na potęgę. Ale wystarczy zmienić tylko jedną stałą, a to wszystko się rozleci. Stałej Eulera nie zmienimy, ale jej ludzkie odpowiedniki już tak. Wystarczy maleńka zmiana i całe to misterne dzieło sztuki zapadnie się w sobie.

 

I nie ma tutaj nigdy supernovej. Wszystko zapada się w czarną dziórę.

 

Bać trzeba się nie śmierci, ale tego co ją poprzedza. Kiedy już podłoży ci po raz ostatni nogę, wtedy przekonasz się co to znaczy wieczność jeszcze za życia. Przekonasz się, co to brak nadziei.

 

Mózg zazwyczaj działa kilka minut bez tlenu. Ciekawe, czy wtedy, gdy krew przestaje krążyć w żyłach, coś się nam jeszcze będzie śniło? Może to jest właśnie piekło?

 

Śmierć czuć w powietrzu. Czuć ją, jej szarość. Jest od niej gęsto i lepko. Krąży nad tobą jak sęp nad przyszłą padliną. Czasem usiądzie na dogorywającym organiźmie i skubnie to tu, to tam. Bardzo rzadko używa kosy. Woli patrzeć i czekać. I skubać. Jest cierpliwa, zbyt cierpliwa. Jest cierpliwa dokładnie wtedy, kiedy chcielibyśmy by była porywcza. I na odwrót, kiedy chcemy, żeby jeszcze poczekała spokojnie, używa kosy.

 

Śmierć jest przeciwieństwem i zaprzeczeniem wszystkiego co znamy. Ona Jest Na Przekór. To czarna otchłań, wir w który wpadamy. Wir, który kręci się w obie strony na raz. I wciąga. A ty nie masz się czego uchwicić. Jesteś zawieszony w próżni. Wciąga cię coraz bardziej, miażdży i jednocześnie nie widać końca. Nie wiadomo jak jeszcze daleko i co jeszcze cię czeka przed końcem. I co jest za nim? A czy to takie istotne?

 

Może i istnieje sztuka umierania, ale nie ma w nim ani ziarna godności. Cud natury, genialny mechanizm, gnije za swego działania w pełnej świadomości. Nie ma w tym nic honorowego. Żadnej godności. To jest ostateczne upodlenie i upokorzenie dumnego człowieka. Nokaut wszystkiego co nazywamy człowieczeństwem.

 

Ale to dzieje się za życia. To nie śmierć jest temu wszystkiemu winna. To życie ustąpiło. I nie ma w tym odwrocie nic pięknego.

wtorek, 8 lipca 2008

oto USA



czasami wzbiera we mnie analogiczne odczucie w stosunku do naszego kraju. Oczywicie przerażają mnie nieco inne kwestie. Niestety jestem za glupi zeby wyrazić je w tak dosadny i precyzyjny sposób.

piątek, 4 lipca 2008

Antygrawitacja

Ktoś kiedyś wymyślił przyrząd wytwarzający pole antygrawitacyjne. Składał się on z kota oraz kromki chleba posmarowanej masłem po jednej stronie. Przywiązujemy kromkę do kociego grzbietu masłem do góry i wyrzucamy przez okno. Jak dobrze nam wiadomo, kot zawsze spada na 4 łapy, a kromka chleba masłem w dół, stąd miałby się wziąć efekt lewitowania. Wynalazek z niezrozumiałych dla mnie przyczyn pozostał w fazie projektowej. Mam jednak wrażenie, że pomysłodawca nie wziął pod uwagę tego, że ustrojstwo może po prostu spaść kantem...

poniedziałek, 9 czerwca 2008

dziwny jest ten świat

Niemcy wygrywają z Polską dzięki bramkom Podolskiego, a Kubica wygrywa wyścig F1 w niemieckim bolidzie. Strasznie to zagmatwane i smutno robi się chyba przede wszystkim dlatego, że wielu polaków byłoby gotowych wymienić sukces Kubicy za remis z Niemcami... Chociaż, może się mylę?

środa, 4 czerwca 2008

;)

bywam genialny -
- ale tylko wtedy, kiedy właśnie zdaje sobie sprawę z własnej głupoty

sobota, 31 maja 2008

indiana jones #1

przeżyć eksplozje nuklearną w lodówce: bezcenne
c.d.n.

piątek, 23 maja 2008

sukces?

nie ma czegoś takiego

chodzi po prostu o to, żeby ponieść jak najmniej dotkliwą porażkę...

czwartek, 22 maja 2008

korporacja

-kim jesteś?
-jestem informatykiem
-a co robisz jako informatyk?
-patrze na pasek postępu

do tego już trochę oklepanego dialogu mógłbym po wczorajszym dniu dodać ten:

-kim jesteś?
-informatykiem
-a co robisz jako informatyk?
-marnuje czas na wykonywanie bezsensownych poleceń
-ojej, to nie brzmi dobrze, i co to będzie?
-chce zostać menadżerem
-i co wtedy będziesz robił?
-będę marnował czas informatyków

piątek, 18 kwietnia 2008

przychodzi taki moment...

..gdy dostajesz kolejnego kretyńskiego maila w pracy, albo z jednej strony jesteś atakowany wyrażeniem "Urgent Issue" a z drugiej "Very Critical Problem", że coś przekracza jakąś granicę i myślę sobie, ze powinienem założyc firme, sam nią (sobą) zarządzać, robić to jak należy. Pytanm się, czemu tak nie zrobie, mam przecież możliwości, żeby zabrać się za niewielki biznes w oprogramowaniu i potem go rozwijać. Stac mnie chyba na to.

I wtedy przychodzi inny moment, w którym zaczynam kłaść nacisk na to "chyba", przypominam sobie, że potrzebuje stałego i pewnego źródła dochodu..

i że pozostaje się tak ohydnie i obrzydliwie sprzedawać..

potem przychodzi następny moment, kiedy jeden urgent issue rozwiązujesz jednym mailem, pisząc w nim, że to jest błąd klienta a nie aplikacji i ma robić tak i tak, a nie tak i tak, a drugi critical problem jest odsuwany w blizej nieokresloną przyszłość (więc chyba nie taki critical).

I wtedy myśle sobie, że to chyba jedak tylko kwestia przyzwyczajenia..

ale być może, jak tylko sie obronie zacznę coś pisać komercyjnie.. a być może nie.

czwartek, 10 kwietnia 2008

Czy istnieje zło?

http://wiadomosci.onet.pl/1727475,11,item.html

po pewnym szperaniu można stwierdzić, że teoretycznie wykroczyły przeciw 5 przykazaniu. Taka jest jego interpretacja KKK o ile mi wiadomo. 5 - wszelka krzywda. 

Z drugiej strony żeby to raz KK się mylił w różnych kwestiach (że choćby można nadmienić sprawę sekcji zwłok; kiedyś to da Vinci w największej tajemnicy "bezcześcił" ludzkie zwłoki. Kościół zapewne wyklął by go: wszakże to już raczej nie były czasy namiętnie płonących stosów; pchnął medycyne jakieś 100 lat do przodu) . 

Jedyną ostoją katolika jest dekalog i przykazanie miłości. Ale pierwsze jak by niekompletne a drugie niedookreślone.

Zmieniają się czasy, zmienia się interpretacja, zmieniają się prawa. Zmieniają się grzesznicy i grzechy. A przecież podobno wszyscy jesteśmy równi przed Bogiem? Więc w która stronę Bóg będzie równał? W górę? W dół? A może ustali granice gdzieś pośrodku? A może właśnie tak działa czyściec? Dusze czekają tam, aż ich grzechy przestaną być grzechami na ziemi. Wtedy są już wolne. A Sąd Ostateczny nastanie, kiedy to już na ziemi nie będzie żadnego grzechu. Czyściec będzie niepotrzebny, niebo zapełnione, a w piekle pustawo i jakiś niesmak pozozstanie.

środa, 9 kwietnia 2008

Good news is no news.

Zdecydowanie, dobra wiadomość to brak wiadomości. Lubie jak skrzynka pocztowa jest pusta. Z drugiej strony, zapowiada to jedynie tyle, że lawina której się spodziewam rozłoży się dużo mniej łagodnie. Ale póki skrzynka pusta, puty spokój i cisza.

W sumie.. czytelnicy tego bloga, mogą potraktować to w ten sam sposób :) brak postów nie jest taki zły..

no i jutro ide kupić sobie nowego przyjaciela, taki mam przynajmniej plan. Oczywiście zawsze może mnie ktoś zadźgać na skrzyżowaniu (http://krakow.naszemiasto.pl/wydarzenia/839078.html), albo może braknąć prądu (http://wiadomosci.onet.pl/1725515,11,1,1,item.html).

w tej całej niedorzeczności trzeba nauczyć się żyć z dnia na dzień, bo szkoda życia na pierdoły, a z drugiej strony podejmować decyzje na 30 lat w oparciu o informacje zebrane w kilka miesięcy.

a Piotr Rogucki skomentował to już kiedyś celująco:


PROROCY PORZYGALI SIĘ I ŚPIĄ
POECI UMIERAJĄ W GROBACH STROF
ANIOŁY ŚMIERDZĄ POTEM, ŻRĄ KIEŁBASĘ
MAJĄ W DUPIE ŻYWYCH
ZGINĘŁA W NIEPOKOJU WIELKICH MIAST
OSNUTA HURAGANEM DURNYCH SPRAW
MALEŃKA TAJEMNICA - BYCIA W CISZY
LUB PO PROSTU BYCIA

GINIE NADZIEJA I MOC
ROŚNIE APETYT NA ZŁO
ZWYCIĘŻĄ CI, CO NIENAWIŚCIĄ SILNI
SZYDZĄ Z INNYCH
NAD MIASTEM WYRÓSŁ JAK KRZYK
I ZAMKNĄŁ DROGĘ DO GWIAZD
OGROMNY WSTYD I STRACH PRZED CISZĄ
ETERYCZNĄ

MIMO ŻE ZGUBIŁEM SIĘ
MIMO ŻE ZABRNĄŁEM W MROK
WYMIESZAŁEM Z BŁOTEM KREW
OCALEJĘ MIMO TO
TRZEBA UPRZYTOMNIĆ SOBIE ŻE
NAWET KIEDY WSZYSTKO STRACI SENS
ZNAJDZIESZ PRZESTRZEŃ GDZIE
WIELKA WIARA TŁUMI LĘK

I JEŻELI TAK MA BYĆ, ŻE POMIMO WSZYSTKO
JA WYDOSTANĘ SIĘ
TO CHYBA WARTO
WIERZYĆ

MIMO ŻE...



...cisza...

niedziela, 2 marca 2008

refleksja

wykształcenie oznacza to, co interesowało daną osobę i na temat czego chciała się czegoś dowiedzieć
wiedza oznacza to, czego faktycznie ta osoba się nauczyła
inteligencja oznacza to, jak ta osoba potrafi korzystać ze swojej wiedzy
a mądrość to wszystkie trzy powyższe, a dodatkowo wyczucie, kiedy udawać że się nic nie wie.

środa, 6 lutego 2008

gole i kobiety

A - zdarzenie losowe polegające na strzeleniu gola przez reprezentacje Polski w danym momencie meczu
B - zdarzenie losowe polegające na zasłonięciu telewizora przez kobiete podczas trwania meczu

P(A ∩ B ) != P(A) * P(B)

ZAWSZE.