Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a to polska właśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a to polska właśnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lutego 2009

Jak blogować, to blogować

Tak sie rozpisałem co nie co… kolejny news: Ksiądz skazany za stosunki seksualne z 13-latką

Na osiem lat więzienia skazał Sąd Rejonowy w Stargardzie Szczecińskim (Zachodniopomorskie) księdza z jednej z parafii tego powiatu za utrzymywanie stosunków seksualnych z 13- latką

Mało.

[…]  sąd nie zastosował nadzwyczajnego złagodzenia kary, ponieważ nie dopatrzył się w czynie oskarżonego żadnych okoliczności łagodzących, mimo że biegli sądowi orzekli, iż duchowny ma ograniczoną poczytalność.

 

W takich przypadkach przydało by się nadzwyczajne okoliczności zaostrzające z regresją wsteczną do zwierzchników wyświęcających.

89. rocznica zaślubin Polski z morzem

Cokolwiek to nie jest, zajęło miejsce posta, w którym miałem tradycyjnie już, po polskiemu ponarzekać na to i owo. Post można skrócić w apelu: nie kupujcie niczego w Bomar2 (flizy, wanny itp.). Jeżeli ktoś już musi wiedzieć czemu, to mogę przy piwie opowiedzieć. Wracając do rocznicy, natknąłem się na przeuroczy artykuł, a jakżeby: w onecie, o naszym ukochanym p. prezydencie: Prezydent proponuje nowy podział Polski

A w środku taki oto cytat z głowy (nie mylić z dupą) naszego państwa:

 

Prezydent przyznał, że w dzisiejszej Polsce "dobrze jest wzmacniać gospodarkę opartą na wiedzy, tworzyć programy komputerowe, systemy laserowe".

 

Nie no, pewnie że dobrze, zwłaszcza te systemy. W dodatku nasza głowa tuszyła, że:

 

[…], że przyjdą lepsze czasy dla naszej morskiej gospodarki. - Nie wszystkie procesy gospodarcze muszą być całkowicie spontaniczne - stwierdził.

 

Bardzo “zgrabne” sformułowanie. Doradca głowy narodu, który wymyślił takie .. potworki językowe.. powinien zawisnąć na stryczku, ewentualnie dostać jakąś premie od politycznej konkurencji.

 

I to wszystko się działo po tym jak..

L. Kaczyński przyjechał do Wejherowa z Pucka, gdzie rano brał udział w obchodach 89. rocznicy zaślubin Polski z morzem.

Bardzo okrągła rocznica tych zaślubin.. aż policzyłem, pierwsze miały miejsce w 1920. Nic dobrego nie przyniosły. Tym razem nie wróże nic lepszego.

 

PS> czy tylko ja mam takie wrażenie, ale czy nie myślicie, że otaczają nas debile? Ze wszech stron?

 

PS2> wpis ten zebrał chyba jak do tej pory największą ilość tagów ze wszystkich na tym blogu. Proszę składać gratulacje wpisowi osobiście.

piątek, 12 grudnia 2008

Sonda@onet.pl - takie sobie, nic ciekawego w sumie

Do wniosku, że nie napisałem nic ciekawego doszedłem na samym końcu wpisu. To tak na przestrogę, jak by się ktoś spodziewał czegoś przełomowego. Nic z tych rzeczy. Po prostu xavex grafoman;)

Wpis zostawiłem na wypadek, jak by się komuś w pracy jednak solidnie nudziło (pzdr. dla Asi :) ).Do rzeczy:

Zawsze jak widzę, to głosuję. Jestem po prostu ciekawy i odpowiadam nawet na głupie pytania. Taką znalazłem dzisiaj:

sonda

Pierwsze co zastanawia, to język polski. 26%!? Czy tu aby nie powinno być 100%? Druga interesująca rzecz: informatyka = 0% pomimo 1693 głosów (w tym mój :) ). Policzmy: 1693 / 264305 = 0,0064054785191350901420707137587257. Można było chociaż zaokrąglić do 0.5 (przepraszam, nawyk informatyczny, powinno być: 0,5)... Z całego badania wyłania się interesujący profil ludzi odwiedzających onet (to jest główny powód, dla którego wypełniam te sondy: interesuje mnie profil odwiedzających). Okazuje się, że 20% zdawało matematykę i jednocześnie tylko 26% (j. polski) zrozumiało co to jest opcja wielokrotnego wyboru. Do tego mamy całkiem sporo egzotycznych języków obcych (opcja "inny język obcy") - więcej niż francuski i niemiecki razem wzięte!? oraz 2% dzieci neostrady. Tak nieodzowny dzisiaj język angielski (10%) tylko deczko lepiej niż historia (8%), oportunistyczna geografia (7%) i wos z prawnikami (6% - to znaczy, że gdyby odliczyć prawników, historie zdawało by ok 2% osób). Do tego pora publikacji newsa przy którym jest sonda: 18:43. No i  w tym miejscu stwierdziłem, że w sumie nic ciekawego i dopisałem ostrzeżenie na przodzie (przedzie?).

 

PS. Jeśli jesteśmy przy dziwnych odmianach wyrazów. Kilka miesięcy temu dowiedziałem się o istnieniu czegoś takiego jak liczba podwójna. Nie pojedyncza. Nie mnoga. Podwójna. Dla zobrazowania, wyraz "oczyma" jest właśnie w liczbie podwójnej. Jakaś taka pozostałość. Kiedyś powszechne w łacinie, podobno się nawet tam uprościło. Taka ciekawostka.

niedziela, 7 grudnia 2008

Odbiór mieszkania, pierwsze starcie

Jakieś 3 tygodnie temu odebraliśmy z Beatką klucze do mieszkania. Wiadomo, że wszystkiego nie da się przewidzieć ani wyczytać z planów. Pozwólcie, że przedstawię Wam kuchnie.

kuchnia

 

 

 

No niby pomieszczenie, jak pomieszczenie. Ma drzwi (znaczy otwór, drzwi trzeba kupić i zamontować), ma okno (to jest na swoim miejscu :) ) no i co więcej można z planu wyczytać? No niewiele poza rozmiarem. Wszystko OK. Tak? No.. sprawy wyglądają nieco inaczej w momencie, gdy wejdzie się do gotowego pomieszczenia i zobaczy co i jak...

 kuchnia - kaloryfer

 

Okazuje się, że ktoś genialny wymyślił kaloryfer dokładnie tam, gdzie chcieliśmy wstawić lodówkę. Zamiast być pod oknem, tak jak się spodziewaliśmy (i tak jak spodziewali się panowie od okien (czego świadectwem jest parapet specjalnie przygotowany pod to, żeby był pod nim kaloryfer) to zastaliśmy go tam gdzie widać, czyli źle. No nic. Kaloryfer trzeba przenieść. Dostłem numer telefonu do firmy, która robiła hydraulikę. Po trzech próbach udało mi się uzyskać numer telefonu do ludzi, którzy by to zrobili. Nie wiem czy to moje osobiste odczucie, ale z tymi panami rozmawia się straaasznie ciężko i jakoś tak dziwnie. Po pierwszym telefonie do speców wrażenie miałem lepsze niż po rozmowie z gościem, od którego dostałem do nich numer. Koleś powiedział że oddzwoni wieczorem, jak się z kolegą naradzi i umówi się ze mną na wizje lokalną, żeby zobaczyć co i jak. Wcześniej nie chciał nic o kasie mówić. No spoko. Oddzwonił za 15 minut:

(numer zastrzeżony dzwoni)

- Tak słucham?

- Tu hydraulik..

- Dzień dobry.

- Dzień dobry. Dzwoniłeś pan...

- No dzwoniłem (aczkolwiek w tym momencie poczułem, że być może był to jednak błąd)..

 

Rozmowa się jakoś potoczyła. Umówiłem się z gośćmi na wizje lokalną, przyszli następnego dnia punktualnie i zrobili dobre wrażenie. Robocizna 600 zł i materiały < 200 zł wydały się trochę zawyżone. Ale ok. Krótka próba targowania się została zbyta natychmiastowo, tak że nawet już nie pamiętam jak. Postanowiłem się nie upierać, tym bardziej że oświadczono mi, że to oni robili, więc zostanie mi gwarancja. Acha. Zostanie gwarancja, no to dobrze, przełkniemy stawkę 50zł/h (wysoką nawet jak na to, że panowie będa musieli się przez wylewkę przerżnąć z rurkami tam i z powrotem, w sumie 10m) - chyba wybrałem jednak zły zawód.. Następnego dnia umawiam się na robotę, na piątek na 15-16. Nie dłużej niż do 20. Nadmieniam o tej gwarancji, żeby jakiś papierek przynieśli czy coś. "Dobra". Godzina 14.50 w piątek. Czekam w mieszkaniu, specjalnie wziąłem dzień wolny w pracy. Telefon. "No jest problem, bo jak pan chce mieć to tak na papierze i tak dalej, to trzeba będzie podatki zapłacić i w ogóle i to trochę więcej wyniesie, tak z 1300". Uch.. to już jest sporo.. "no i to byśmy już jako firma robili, więc tak najwcześniej pod koniec stycznia" - uch... "Dobra, to co do faktur to dogadamy się potem, zależy mi, żeby to teraz zrobić a potem dogadamy szczegóły." - "No dobra, to jedziemy". Nie żebym nie przeczuwał czegoś takiego, no ale cóż. 1:0 dla systemu. Za 15 minut telefon, numer zastrzeżony, jak zwykle. Już nawet wiem kto to będzie:

- Tu hydraulik.

- Dzień dobry.

- Dzień dobry. Bo wie pan. Jest mały problem. My jedziemy teraz - patrzę na zegarek: 15.30 - do hurtowni po materiały i chyba dzisiaj tego nie zdążymy, bo szef coś jeszcze bąjał, że mamy do Bochni jechać, czy coś..

- Uch, a ja specjalnie wolne brałem..

- [chwila zawahania z jego strony]

- [chwila zawahania z mojej - a może by tak mu powiedzieć, żeby się poszedł gonić? ech] No to dobra to kiedy w takim razie?

- No.. przepraszam że tak wyszło - przepraszam? - Ci ludzie nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać - bo w sumie do końca niewidzieliśy czy to w końcu dzisiaj czy nie czy jak.. no to już kiedy panu pasuje..

 

No więc kolejne starcie jutro, poniedziałek. Marchołta 51/42. godz 17. Życzcie powodzenia.

poniedziałek, 6 października 2008

misja w tvp

tak wygląda misja, realizowana w tvp z naszych pieniędzy. Gwiazdy tańczą na lodzie:

 

"Widzowie mieli okazję oglądać wymianę zdań pomiędzy Gosią Andrzejewicz a Tomaszem Jacykowem, który uświadomił wokalistkę o zbędnych kilogramach i dyskusyjnym guście, a sam z kolei usłyszał od niej, że jest "kiepskim stylistą, któremu załatwi pracę w oczyszczalni ścieków"".

 

"Do kolejnych wypowiedzi charakteryzujących poziom programu można zaliczyć komentarz Dody dotyczący nowej prowadzącej - Justyny Steczkowskiej, która miała okazję dowiedzieć się z ust jurorki, że jest "głupiutką daltonistką". Nie upiekło się także Joli Rutowicz, której poziom tańca został określony przez Dodę jako proporcjonalny do poziomu pomyślunku. Tomasz Jacyków natomiast poradził Joli aby "rzadziej pochylała się nad muszlą klozetową". Całość podsumowała sama zainteresowana mówiąc, że Jacyków to: "żaden stylista a Doda się kończy"".

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Znalezione, nie kradzione

Coś pozytywnego udaje się co jakiś czas znaleźć w komentarzach na onecie. Tym razem ta historyjka, stara jak świat, szukałem jej dość długo:

 

Załóżmy, że każdego popołudnia 10 znajomych wybiera się wspólnie na  
obiad do restauracji. Rachunek za cały obiad wynosi 100 zł. Ponieważ  
cała dziesiątka nie zarabia po równo, a wręcz przeciwnie -- mają  
bardzo zróżnicowane zarobki, postanowili, że rachunek będą płacić w  
następujący sposób:  
* Czterech najbiedniejszych nie zapłaci nic.  
* Piąty od końca pod względem dochodów zapłaci 1 zł.  
* Szósty -- 3 zł.  
* Siódmy -- 7 zł.  
* Ósmy -- 12 zł.  
* Dziewiąty -- 18 zł.  
* Dziesiąty, najbogatszy z nich wszystkich -- 59 zł.  
* Tak sobie postanowili.  
Ale pewnego dnia właściciel restauracji oznajmił im:  
-- Jesteście takimi dobrymi klientami, że obniżę wam cenę za 10  
obiadów o 20 zł.  
Więc posiłek kosztował ich 80 zł. Ale ciągle chcieli płacić rachunek w  
ten sam sposób. Więc 4 najbiedniejszych ciągle jadłoby za darmo.  
Pozostałych 6 policzyło, że obniżka, 20 zł, podzielona na 6 daje 3,33  
zł, jeśli więc każdemu płacącemu oddać te pieniądze, to właściwie  
piąty i szósty dostaliby pieniądze za zjedzenie posiłku.  
Właściciel restauracji, widząc, że panowie mają problem z podzieleniem  
kwoty obniżki, zaproponował im, żeby każdy z płacących dostał zwrot  
proporcjonalny do tego, ile wcześniej płacił. I tak:  
* Czterech najbiedniejszych ciągle jadło za darmo.  
* Piąty, teraz nie płaci nic, tak jak poprzednich czterech.  
* Szósty teraz płaci 2 zł, zamiast 3 zł (obniżka o 33%).  
* Siódmy -- 5 zł, zamiast 7 zł (obniżka o 28%).  
* Ósmy -- 9 zł, zamiast 12 zł (obniżka o 25%).  
* Dziewiąty -- 14 zł, zamiast 18 zł (obniżka o 22%)  
* Dziesiąty -- 49 zł, zamiast 59 zł (obniżka o 16% ).  
Pierwszych czterech ciągle je za darmo, a z pozostałej szóstki każdy  
skorzystał i je taniej niż poprzednio. Jednak kiedy wyszli z  
restauracji zaczęli porównywać, ile każdy zyskał:  
- Dostałem tylko złotówkę z 20 zł -- powiedział Szósty -- ale  
Dziesiąty dostał połowę, 10 zł!  
- Właśnie! Ja też dostałem tylko złotówkę -- przytaknął mu Piąty -- To  
niesprawiedliwe, że on dostał 10 razy więcej niż ja!  
- To prawda! -- dodał Siódmy -- Czemu on dostał 10 zł, a ja tylko 2zł?  
Bogaci dostają najwięcej!  
- A my nic nie dostaliśmy -- zaczęła krzyczeć pierwsza czwórka -- Ten  
system wykorzystuje najbiedniejszych!  
Cała dziewiątka otoczyła Dziesiątego i dotkliwie go pobiła.  
Następnego dnia znów przyszli na obiad. Ale Dziesiąty się nie pojawił.  
Kiedy przyszło do płacenia rachunku, zorientowali się, że pomimo  
obniżki ceny, nie są w stanie zapłacić nawet połowy rachunku!  
I tak to już jest z podatkami, głosiciele "sprawiedliwości społecznej".  
Bogaci najbardziej zyskują na obniżce podatków, ale spróbujcie ich  
opodatkować za bardzo, atakujcie za bycie bogatymi, a następnym razem  
mogą nie pokazać się przy stoliku. Jest wiele świetnych restauracji w  
innych krajach.

sobota, 21 czerwca 2008

Stało się

Zepsuła się nam pralka. I nie ma w tym bynajmniej nic dziwnego. Trzydziestotrzyletnia Candy odsłużyła swoje nie psując się ani razu - no za wyjątkiem tego ostatniego :). Dzisiaj gburowaci panowie przywieźli nam nowiutkiego Eletroluxa. MIeli go zamontować, co obejmuje: wniesienie (wwiezienie windą) i przykręcenie.

Tutaj mała uwaga: pralkę potrafi zamontować każdy głupi. Nawet kretyn, który na taką okazję nie zabierze ze sobą kluczy. Zawsze można przecież zapytać klienta, czy ma jakiś pożyczyć. Wniosek: następną pralkę podpinam samodzielnie. Nawet mam klucze.

Wracając do pralki, to maleństwo jest ładowane od góry, ma jakiś ciekłokrystaliczny wyświetlacz, na którym można ustalić temperaturę prania, czas prania oraz prędkość wirowania i pewnie Bóg wie co jeszcze.

 

Oczekiwany czas życia?

sprzedawca: No, z 5 lat pociągnie.

środa, 18 czerwca 2008

kopernik w Nowym Jorku

niecodzienna aukcja:
Dzieło Kopernika z 1543 roku hitem w USA

To była aukcja, o jakiej marzą najwięksi kolekcjonerzy - wczoraj w Nowym Jorku emerytowany lekarz Richard Green wystawił na sprzedaż pierwsze wydanie dzieła Mikołaja Kopernika "O obrotach sfer niebieskich" z 1543 r. Za wydany w Norymberdze starodruk, jedno z najważniejszych dzieł w historii świata i wielki element polskiej spuścizny naukowej, anonimowy nabywca zapłacił 2,21 miliona dolarów - czytamy w "Dzienniku
$2 mln - oczywiście nie było na to stać naszego państwa, są to jakieś 4 mln zł, kupa forsy prawda? Dla porównania, ciekawe ile wynosi roczny budżet Muzeum Narodowego na zakup nowych eksponatów? 20 tys zł? Nie umiałem znaleźć dokładnych danych.

Ale, czy aby na pewno jest to aż taki wydatek? budżet IPN na 2008 opiewa na ... 100 mln zł; obecnie co po niektórzy walczą na śmierć i życie o to by zmniejszyć go o ... 20 mln zł. Co po inni-niektórzy wskazują, że przy tak niskim budżecie IPN nie będzie mógł pracować.

Aż samo ciśnie się na koniec języka: i dobrze, zostanie w kieszeni dodatkowe 80 mln złotych.

piątek, 13 czerwca 2008

... i politycy

Do serialu z czternastoletnią przyszłą mamą dołączyli się politycy SLD oferując możliwość dokonania aborcji za granicą. Wszystko publicznie. To kładzie ich na równi ze wzmiankowanym wcześniej xiędzem. Na pohybel!

środa, 11 czerwca 2008

Czternastolatka w ciąży, xiądz i dziennikarze...

... czyli oto polska właśnie..

Zapewne dotarła do was wieść o pewnej czternastoletniej dziewczynce (potrzeby mediów dostała pseudonim artystyczny Agata), która zaszła w ciążę. Tylko tyle można w sumie o sprawie pewnego napisać, bo dalej dzieją się rzeczy niestworzone.

Onet.pl za Wyborczą powtórzył historię czternastolatki, która to podobno została zgwałcona i chciała legalnie usunąć ciążę. W ślad za nią ruszył ponoć jakiś xiądz (celowo pisownia staropolska, toć ksiądz to być nie mógł) z bandą staruszek (słuchaczek Radia Ma Ryja) wcielających się w role współczesnych krzyżowców. Cała banda miała prześladować dziewczynkę, by nie dopuścić do zabiegu. Gdy pojawili się w szpitalu za dziewczynką "rozpętało się piekło" - jak to fachowo oceniła anonimowa pracownica szpitala. Do tej pory nie wykonano zabiegu bo dziewczynkę "zaszczuto".

No nóż się w kieszeni otwiera, nie?

Ale, ale, ale! Dzień później Trójka za Rzeczpospolitą podaje newsa jakoby dziewczynka wcale nie została zgwałcona, że ojciec jest znany i że ona to dziecko chce urodzić. Dalej dowiadujemy się, że matka dziewczynki ją nakłaniała do aborcji i stąd wziął się xiądz ze świtą. Chcieli pomóc Agacie i ją wesprzeć.

Jak już pisałem, jedyne co jest wspólne w obu historyjkach to czternastolatka w ciąży i xiądz z zastępem krzyżowców. I tak, obie gazety piszą o tej samej Agacie. I teraz mam pytanie, czy tylko mi coś tu nie gra? Bo chyba jednak jest delikatna różnica między gwałtem, a wpadką? Czy tylko ja ją widzę? I jest chyba drobna różnica między tym, czy dziewczynka chce aborcji, czy nie?

A za to dzisiaj na onet.pl można było przez jakiś czas przeczytać news jakoby nastolatka zmieniła zdanie i jednak chciała urodzić to dziecko. Teraz można znaleźć jakiś dłuższy elaborat (już nie miałem siły się przez niego przebijać) zatytułowany w deseń: SLD chce zaskarżyć xiędza. Po drodze zdążyłem przeczytać tylko, że to już nie jeden xiądz, ale dwaj xięża i że te mohery to były aktywistki prolife czy czegoś takiego...

Miejmy nadzieje, że media ustalą wreszcie wspólną wersję... dodatkowo mam nadzieje, że to rzeczywiście nie był gwałt, tylko wpadka i że rodzice pomogą dziewczynce wychować dziecko.

Niepokoi mnie tylko ten xiądz. To że chamsko wtrąca się w życie innych ludzi to jedna rzecz. Ale skądś się o tym musiał dowiedzieć, a lekarz który zdradził tajemnice lekarską powinien zostać ubiczowany publicznie. Z resztą każdy nagłaśniający sprawy tak prywatne i osobiste powinien tak skończyć.

poniedziałek, 9 czerwca 2008

dziwny jest ten świat

Niemcy wygrywają z Polską dzięki bramkom Podolskiego, a Kubica wygrywa wyścig F1 w niemieckim bolidzie. Strasznie to zagmatwane i smutno robi się chyba przede wszystkim dlatego, że wielu polaków byłoby gotowych wymienić sukces Kubicy za remis z Niemcami... Chociaż, może się mylę?

czwartek, 20 marca 2008

długo mnie nie było...

no właśnie.. a powodem powrotu jest ten oto tekst z basha

nie pytaj "co Prezydent może zrobić dla kraju" - zapytaj: "co TY możesz zrobić aby ON tego nie zrobił!"

poniedziałek, 25 lutego 2008

podatki, imperium kontratakuje

bo mnie Przemo męczył, to zamieszczam sprostowanie:

---
uwazam, że podatek liniowy to jest madre zmniejszenie opodatkowania, natomiast co do socjalu, to uwazam, ze powinien byc nizszy, ale nie obnizony na sile, tylko caly system nalezy wywrócić do góry nogami.
---

to wynika (po burzliwej dyskusji na gg) z poniższych wpisów.

PS. to był temat idealnie nadający sie na grilla, a Ty go przez gg przewalcowałeś ze mną.. wstydź się.. :)

sobota, 23 lutego 2008

podatki, cd..

korzystając z tego kalkulatora wyszło mi, że około 30% mojej pensji idzie na podatki.. a dokładniej:

13,7% - na ZUS, czyli coś co w czasie kiedy my będziemy odchodzić z rynku pracy, nie będzie już istniało..

7,7% - na opiekę zdrowotną, z której nie korzystam

8,7% - na podatek dochodowy, czyli opłacam ludzi, którzy ustalają dwie powyższe stawki..

i tak się zacząłem zastanawiać, że jeżeli rząd najpierw obniży podatek, niech będzie ten liniowy - 17%, a następnie podniesie składkę zdrowotną (bardzo prawdopodobne) i nie daj Boże emerytalną (jak tak dalej pójdzie, to nie będzie innego wyjścia, bo nam rodzice głodem przymrą) , to ja na tym interesie stracę.

i to najlepiej pokazuje, co tak naprawdę w Polsce nie działa. Nie działa system socjalny, który zżera 21% naszych dochodów. Wydatki na ten burdel na wiejskiej wcale nie aż takie straszne

piątek, 22 lutego 2008

niesprawiedliwosci podatkowe

socjalisci: jedyny sprawiedliwy podatek to podatek progresywny

niesamowite jak durne "prawdy" so chwytliwe w durnym socjalnym społeczeństwie..

prawda jest taka, ze nawet podatek liniowy nie jest sprawiedliwy, jedyny sprawiedliwy podatek, to stala stawka dla kazdego obywatela

w konstytucji mamy zagwarantowane przeciez rowne prawa do wszystkiego. Ci ktorzy maja wiecej pieniedzy maja takie same prawa jak ci biedniejsi. Dlaczego wiec maja placic za te prawa drozej?

socjalisci: Bo mogą! Bo maja! Bo sie w bogactwie tazaja!

placac podatek liniowy bogatsi i tak placa wiecej, bo 19% z 1000zl to 190zl a 19% z 10000 to 1900; ale komuszki wmowili spoleczenstwu, ze sprawiedliwosc jest wtedy, kiedy wszystkim panstwo rowno daje w dupe, czyli ze sprawiedliwy podatek jest wykladniczy a parametry dostosowane sa tak, ze kazdemu niezaleznie ile zarabia zostaje 810zl.

socjalisci: To by bylo sprawiedliwe...

środa, 20 lutego 2008

poczta polska

w polsce ostały się chyba tylko dwie tak skostniałe i archaiczne organizacje jak PKP oraz Poczta Polska.

Zamówiłem sobie niedawno..no nie sobie ale Beatce na prezent pewną książkę.. przez internet, sklep vivid.pl. Przyszła po tygodniu ładnie zapakowana. Ucieszony otwieram paczkę. Obwoluta brudna, pognieciona, popisana długopisem (tak jakby ktoś chciał go na niej rozpisać?!). Górna krawędź ksiązki "ugryziona" do tektury. Wkurzyłem się strasznie bo jakiś debil musiał widzieć co pakuje. Książka wyglądała jak by była używana (jedynie kartki wewnątrz były czyste i nie uszkodzone w żaden sposób). Instrukcja reklamacji obejmuje zapakowanie przedmiotu i wysłanie go spowrotem na swój koszt (!!! - amazon w takiej sytuacji wysyła po porstu dugi produkt bez żadnych pytań - osobiście sprawdziłem). No więc wsadziłem książke do opakowania w kórym przybyła, ładnie zalepiłem taśmą i poszedłem następnego dnia na pocztę. Przy stanowisku do paczek krzątała się młoda pani. Widać, że spieszy się niesamowicie. Podchodze z paczką w ręce. Pani patrzy na mnie i bez słowa daje papierek do wypisania adresata i nadawcy. Zaznaczyłem pole wartość przesyłki. Podchodze drugi raz do okienka. Pani wszystko leci z rąk - ewidentnie wykonuje ruchy szybciej niż jest je w stanie obserwować. Co dziwne, nie ma kolejki - może właśnie dlatego... Podchodzę do okienka z wypisaną kartką.Pani ją przeglądnęła. Popatrzyła na paczke i stwierdziła że ona mi takiej paczki "na wartość" nie może przyjąć. Spod lady wyciągnęła szary papier, nożyczki i taśmę klejącą. Poszedłem grzecznie na bok i pomęczyłem się z zapakowaniem. Po chwili dumny z siebie podszedłem ponownie do pani i pytam się, czy tak może być. Pani wzięła paczkę do ręki, pooglądała z jednej strony, z drugiej strony, szarpęła tu, szarpnęła tam. Zamaszystym ruchem zerwała pieczołowicie przeze mnie przyklejane taśmy, odwinęła papier, wzięła nożyczki, przycięła go, zawinęła paczke w papier, "prosze tu przytrzymać" i zakleiła ładnie i starannie taśmą (przy tym wszytkim taśma wypadła jej z ręki kilka razy, nożyczki też, zgubiła koniec taśmy, męczyła się chwile żeby go odnaleźć, przewróciła wyświetlacz od wagi... ) i przyjęła paczkę.

taki miałem miły akcent na początek dnia.