Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogolne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogolne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 stycznia 2009

Przemysł porno ofiarą kryzysu

http://mkaczmarczyk.bblog.pl/wpis,porno-przemysl;wola;o;ratunek,18551.html

 

"Legendarny skandalista wydawca Hustlera Larry Flynt i jego kolega z branży, szef wytwórni filmów dla dorosłych Girls Gone Wild Joe Francis oświadczyli, że poproszą Kongres o wsparcie przemysłu pornograficznego kwotą 5 miliardów dolarów."

 

Byćmoże kiedyś nazwałbym to oportunistyczną hucpą (nie posta, tylko to co opisuje). Dzisiaj mam pewien dystans do świata w którym przyszło mi się poruszać i doceniam rewelacyjną mieszankę ironii, żartu i hipokryzji - wprost szyta na miarę wisielców z Wall Street :)

wtorek, 21 października 2008

Proste pytania

na takie najtrudniej sensownie odpowiedzieć. No bo co odpowiedzieć na takie pytanie?

 

Beatka: (19:49)
co to sa torrenty???

 

niegłupie pytanie, proste, a jednak zawiesiłem się na chwile, bo nie miałem pojęcia co dopisać...

 

xavex: (19:50)
inny sposób niż osiol aby zostać piratem

Beatka: (19:51)
acha:P

trafiony, zatopiony.

niedziela, 12 października 2008

Kredyty, NINJA, kapitalizm i korporacje

Czyli przyczyny obecnego kryzysu. Dawno nie czytałem tak dobrze opisującego to zjawisko artykułu. I to kto by się domyślil, na onecie;)

 

ach, przepraszam, to przedruk:)

 

http://biznes.onet.pl/15,1512118,prasa.html

czwartek, 2 października 2008

Zło czai się w krzakach

Coś na pewno się czai:

http://wiadomosci.onet.pl/2681,1836182,malopolska_trwa_oblawa_na_dzikiego_zwierza,wydarzenie_lokalne.html

 

kilka bezcennych sformuowań, zwłaszcza jak się to poskłada do "kupy";

 

"Prawdopodobnie chodzi o lwa. Wczoraj próbowali go namierzyć antyterroryści, snajperzy i policyjny śmigłowiec" - a mnie się wydaje że wystarczyłby Sir David Attenborough.

 

"Uznał, że to lew, bo zwierzę miało długi ogon, było żółte i "majestatycznie" chodziło." - chyba ten majestatyczny chód zdradził lwa, bo przecież nie żółty kolor;)

 

W akcję poszukiwawczą byli zaangażowani: snajperzy z brygady antyterrorystycznej w liczbie kilkunastu, policjanci zabezpieczający teren w liczbie kilkudziesięciu, zastępy: straży pożarnej i Straży Łowieckiej, Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego, Kania - krakowski śmigłowiec policyjny, Pogotowie ratunkowe: lekarz, sanitariusz, kierowca, Urzędy Gmin: Liszki, Czernichów, Sołectwo: Rącznej i Jeziorzan." - zastanawiam się, czyim kierowcą był ten kierowca,poza tym zapomniano wspomnieć o pani Kasi, któragotowaławszystkim bigos, oraz o księdzy proboszczu, ktory za powodzenie akcji się pewnie modlił. No i zapomniano o panu Tadeuszu (:)) który zwierze pierwszy wytropił.

 

A to jest gwóźdź programu:

"Lew, jak na złość, upodobał sobie teren znajdujący się na granicy dwóch gmin: Liszki i Czernichów. Wójtowie sąsiadujących gmin zadeklarowali, że pokryją koszty schwytania, uśpienia i przewiezienia zwierzęcia. Ale oboje woleliby go widzieć jednak na terenie sąsiada. - Może by tak spłoszyć go i przepchnąć na teren sąsiedniej wioski? - ktoś rzucił pomysł - czytamy w "Gazecie"."

 

I wisieńka na deserek:

 

"W świetle prawa bezdomnymi zwierzętami powinna zająć się gmina, ale lew to nie kotek" - trudno kłócić się z trafnością tegospostrzeżenia :)

 

ale generalnie fajny news:) stanowczo wole takie informacje:) poprawają nastrój na cały dzień.

czwartek, 25 września 2008

Cuda, cuda ogłaszają

 

Wszyscy wiemy, że Chiny, to generalnie cudowny kraj.. Cud gospodarczy, cudowne loty w kosmos...

 

"Chińska agencja Xinhua niezwykle barwnie opisała od dawna oczekiwaną misję chińskich astronautów. Problem w tym, że tekst ukazał się na stronie internetowej... jeszcze przed wystrzeleniem pojazdu kosmicznego Shenzhou 7 z kosmodromu w Chinach - podała agencja Associated Press.

Depesza chińskiej agencji miała datę 27 września, a czytelnicy mogli w niej znaleźć nawet zapis rozmowy astronautów. Tekst, dostępny przez większość dnia, został już usunięty ze strony Xinhuanet.com."

-- komentarz Xinhua: błąd techniczny

 

;)

wtorek, 9 września 2008

spam na gadu

Ja wiem, że to są boty.. ale ile radości daje taki dialog:



6132849: (21:32)
Chcesz sprawdzić jak wysoki masz iloraz inteligancji lub zarobić ??
Nie zwlekaj i rozwiąż test wchodząc na: www.iq-test.bloog.pl
Pozdrawiam ;* ;* i zapraszam.. ;)
Ja: (21:33)
nie, spierdalaj.


wykazałem się przede wszystkim brakiem kultury osobistej, ale co tam :)
przez chwile poczułem się jak ostatni sprawiedliwy, wyjęty spod prawa jedi, walczący o wolność dla zwykłych użyszkodnikow i o smierć dla spamerow.. ale tylko przez chwilę..

poniedziałek, 14 lipca 2008

"Chłopak zabił dziewczynę, bo była w ciąży"

Zarzut zabójstwa 15-letniej dziewczyny postawiła 18-letniemu Jakubowi W. prokuratura rejonowa w Kętrzynie (warmińsko-mazurskie). Chłopak udusił dziewczynę, bo była z nim w ciąży - poinformował rzecznik prokuratury okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski.
Więcej można przeczytać tutaj, chociaż zastanawiam się na ile wiarygodne źróło informacji podaje. No i oczywiście rozszaleje się kolejna wojna, gdzie z jednej strony padną hasła, pozwólcie że użyje pierwszych lepszych komentarzy z onetu:

"MÓJ BRZUCH = MOJA SPRAWA. Mogę dokonać aborcji kiedy chcę"

"gdyby przerywanie ciąży było dopuszczalne to prawdopodobnie dziewczyna by żyła, ale jakie to ma znaczenie dla nawiedzonych przeciwników aborcji ?

po drodze można zahaczyć o jakieś pomstowania na kościół o przyzwolenie dla antykoncepcji, albo coś w tym stylu:

"A wystarczyło słuchać kościoła, nie cudzołóż, nie zabijaj"

Albo, że przecież można było urodzić a potem oddać

Aha, no i jeszcze komentarze typu: nie wstyd wam się kłucić? zapalmy święczkę.

 

Jednym słowem: typowa papka. No to były dwa słowa.

 

I nawet nie zdajecie sobie sprawy, że jesteście sterowani i wykorzystywani. Przez media. Przecież dziennikarzom nie chodzi o wywołanie dialogu społecznego nt. aborcji czy antykoncepcji, bądź o wprowadzeniu wiedzy o życiu seksualnym do szkół. Tu chodzi o news.

Próbuje się wywołać nibyinteligentną dyskusję: aborcja tak/nie. Wychowanie tak/nie.

 

Bzdury!

 

Świat nie jest taki prosty i media doskonale o tym wiedzą. Dają pożywkę do nigdy niekończących się dyskusji dzielących społeczńestwo równie skutecznie jak prezydent i były premier. Żerują na emocjach.

 

Ludzie ginęli i będą ginąć, zabijali i będą zabijać. To tylko kwestia znalezienia odpowiedniego powodu. Ktoś kto mógł zabić ze strachu przed ujawnieniem ciąży, równie dobrze mógłby zabić z chęci zemsty, ze względu na kolor skóry, na chwałę jakiegoś boga albo dla 15 złotych.

 

Nie złapie się na ten haczyk i nie wdam się w dyskusję światopoglądową. Po prostu środek ciężkości dyskusji leży gdzie indziej, ale ludzie którym na tym zależy nie chcą, aby ktoś przez przypadek zaczął myśleć rozsądnymi kategoriami. A ludzie ci, to zarówno wojujący ateiści jak i ortodoksi religijni. Do póki ktoś będzie używał ich argumentów, dopóty będa potrzebni. Jak tylko przeniesie się dyskusję na inna płaszczyznę, staną się niepotrzebni. A o nich przecież musi być głośno. Inaczej zginą.

 

Wewnętrzną harmonię i spokój polegający na pogodzeniu własnych pragnień z moralnością, z kulturą, w której przyszło ci żyć znajdziesz wtedy, gdy przestaniesz myśleć kategoriami nakazów i zakazów oraz wyborów "aborcja tak/nie", i wyjdziesz ponad to. Wtedy okaże się, że nie potrzeba nikogo, kto by osądzał co robisz. Żyj zgodnie ze swoim sumieniem, a nie czyimś. Bądź dobrym człowiekiem, a nie będziesz potrzebować już ani jednego nakazu ani zakazu w życiu.

wtorek, 8 lipca 2008

oto USA



czasami wzbiera we mnie analogiczne odczucie w stosunku do naszego kraju. Oczywicie przerażają mnie nieco inne kwestie. Niestety jestem za glupi zeby wyrazić je w tak dosadny i precyzyjny sposób.

Pogoda w sobotę, cd...

No i padało..

piątek, 4 lipca 2008

Prognoza pogody na sobotę

onet.pl

 

Sobota, 05.07.2008

Nad ranem
02-08
clip_image001 16 °C clip_image002 1005 hPa clip_image003 clip_image00421 km/h clip_image003[1] 0.0 mm
2.0 mm
Przed południem
08-14
clip_image005 16 °C clip_image006 1011 hPa clip_image003[2] clip_image004[1]10 km/h clip_image002[1] 0.0 mm
6.1 mm
Po południu
14-20
clip_image005[1] 18 °C clip_image003[3] 1010 hPa clip_image002[2] clip_image004[2]28 km/h clip_image003[4] 0.0 mm
0.6 mm
Wieczorem
20-02
clip_image007 19 °C clip_image003[5] 1009 hPa clip_image002[3] clip_image00812 km/h clip_image002[4] 0.0 mm
1.5 mm

 

icm

Clipboard02

Wg onet.pl ma padać. Oni się zazwyczaj mylą. Wg. ICM ma nie padać, oni zazwyczaj się nie mylą. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na bezdeszczową sobotę.

środa, 20 lutego 2008

poczta polska

w polsce ostały się chyba tylko dwie tak skostniałe i archaiczne organizacje jak PKP oraz Poczta Polska.

Zamówiłem sobie niedawno..no nie sobie ale Beatce na prezent pewną książkę.. przez internet, sklep vivid.pl. Przyszła po tygodniu ładnie zapakowana. Ucieszony otwieram paczkę. Obwoluta brudna, pognieciona, popisana długopisem (tak jakby ktoś chciał go na niej rozpisać?!). Górna krawędź ksiązki "ugryziona" do tektury. Wkurzyłem się strasznie bo jakiś debil musiał widzieć co pakuje. Książka wyglądała jak by była używana (jedynie kartki wewnątrz były czyste i nie uszkodzone w żaden sposób). Instrukcja reklamacji obejmuje zapakowanie przedmiotu i wysłanie go spowrotem na swój koszt (!!! - amazon w takiej sytuacji wysyła po porstu dugi produkt bez żadnych pytań - osobiście sprawdziłem). No więc wsadziłem książke do opakowania w kórym przybyła, ładnie zalepiłem taśmą i poszedłem następnego dnia na pocztę. Przy stanowisku do paczek krzątała się młoda pani. Widać, że spieszy się niesamowicie. Podchodze z paczką w ręce. Pani patrzy na mnie i bez słowa daje papierek do wypisania adresata i nadawcy. Zaznaczyłem pole wartość przesyłki. Podchodze drugi raz do okienka. Pani wszystko leci z rąk - ewidentnie wykonuje ruchy szybciej niż jest je w stanie obserwować. Co dziwne, nie ma kolejki - może właśnie dlatego... Podchodzę do okienka z wypisaną kartką.Pani ją przeglądnęła. Popatrzyła na paczke i stwierdziła że ona mi takiej paczki "na wartość" nie może przyjąć. Spod lady wyciągnęła szary papier, nożyczki i taśmę klejącą. Poszedłem grzecznie na bok i pomęczyłem się z zapakowaniem. Po chwili dumny z siebie podszedłem ponownie do pani i pytam się, czy tak może być. Pani wzięła paczkę do ręki, pooglądała z jednej strony, z drugiej strony, szarpęła tu, szarpnęła tam. Zamaszystym ruchem zerwała pieczołowicie przeze mnie przyklejane taśmy, odwinęła papier, wzięła nożyczki, przycięła go, zawinęła paczke w papier, "prosze tu przytrzymać" i zakleiła ładnie i starannie taśmą (przy tym wszytkim taśma wypadła jej z ręki kilka razy, nożyczki też, zgubiła koniec taśmy, męczyła się chwile żeby go odnaleźć, przewróciła wyświetlacz od wagi... ) i przyjęła paczkę.

taki miałem miły akcent na początek dnia.

środa, 13 lutego 2008

przegląd samolotu

grzebałem troche po telefonie i znalazłem zdjęcia sprzed chyba 2 lat, ze służbowego pobytu w Malmo. Bylismy i klienta w Kopenhadze patrzeć jak używa naszego softu i zaproszono nas do hangaru gdzie akurat odbywał się tzw przegląd C. Samoloty sa co jakiś czas poddawane przeglądom. Linie lotnicze wyróżniają 4 takie przeglądy:

A check - lekki przegląd wykonywany co ileś godzin lotu, co ileś lądowań itp itd. Może być wykonany przy bramce (tam gdzie cumuje żeby wysadzić/zabrać pasażerów) i trwa zazwyczaj jedną noc
B check - mniej więcej co 3 miesiące, podobne kryteria co A check; troche dokladniejszy
C check - do tego potrzeba mnóstwo miejsca - najlepiej hangar, czasu - ok tydzien i ludzi - zazwyczaj 3 ekipy na zmiane caly czas cos przy nim robią. Odbywa się co 12-18 miesięcy. Czynniki decydujące o tym kiedy nadchodzi pora na C check są analogiczne do powyższych, choć troche bardziej skomplikowane
D check - tak jak C check, tylko jescze bardziej. Odbywa się co 4-5 lat. Samolot rozbierany jest na śróbki a następnie w zasadzie od nowa składany.

poniżej zdjęcia (słabej jakości, niestety) z przeglądu Boeinga 737 (chyba 737-800, ale głowy nie dam) u naszego klienta.










toaleta wywleczona na środek pokładu, krzesła wykręcone, część na skrzydle, część gdzieś na boku. Wewnątrz wszystko porozkręcane, silniki praktycznie wywleczone na drugą strone.. dziub samolotu gdzieś wcięło.. to był przegląd C.. a teraz wyobraźcie sobie przegląd D ;)

osobiście wołałbym chyba leciec takim samolotem tuż przed przeglądem, niż zaraz po nim :)

oprogramowanie, które piszemy pomaga między innymi zaplanować takie przeglądy w czasie

kup pan cegłe

poniedziałek, 11 lutego 2008

nie ma głupich pytań

No właśnie. Zapamiętajcie to sobie. Fragment mojego maila z wdrozeniowcem (przetlumaczony na PL)  - wygwiadkowałem fragment

PS.
Mam głupie pytanie Iiro:
Qarouach ******** - Qarouach to imie tego informatyka w Royal Air Maroc? :)


Odpowiedź od Iiro:

Qarouach to jest jej nazwisko.  :)

czwartek, 7 lutego 2008

cała prawda o gorących liniach

W pracy miałem okazje dzisiaj uczestniczyć w pewnym szkoleniu.. nazywało się to to Customer Service Workshop. Trwało 4 godziny. Prowadził to Urugwajczyk z Montevideo, gdzie to sabre ma swoją pierwszą linie starcia (wsparcia) z klientem. To oni, helpdesk, jako pierwszi obrywają za głupie błędy, kótrych my, programiści jesteśmy autorami. Pedro, elegancko ubrany, o typowej hiszpańskiej urodzie (panie na kursie przejawiały pewne ech, och, ach w jego kierunku) trzydziestolatek, sympatyczny (ech..) Urugwajczyk z poczuciem humoru (och..) i bardzo przyzwoitym angielskim (ach..) wprowadzał nas w tajniki tego, jak grzecznie przyjąć klienta w tarapatach. Z wielka pasja tlumaczyl nam jakich zwrotow uzywac w kontakcie z klientem. Pokazywal statystyki, ktore np mowia o tym, ze w rozmowie twarza w twarz 55% komunikatu niesie ze sobą mowa ciała, ton głosu 38% a słowa.. marne 7%. Smętny stąd wniosek, że nie ważne co mówimy, tylko jak. Polityka potwirdza tą z bezwzględną brutalnością. Jednak w przypadku rozmowy telefonicznej, ton głosu odgyrywa 85% rolę w przekazie, słowa niosą 15% jego wartości.

W pewnym momencie (na początku prezentacji) zapytany: "no dobrze, ale jak radzisz sobie ze wściekłym klientem, który rozpoczyna rozmowe np. w następujący sposób: <>?" walnął z rozpędu coś takiego:

Jest mi niezmiernie przykro z tego powodu. Rzeczywiście zaistniała sytuacja jest ciężka do zaakceptoweania i w pełni rozumiem pana oburzenie. Zapewniam pana, że polityka naszej firmy jest zupełnie odmienna od pana doświadczeń i dołożę wszelkich starań by pomóc panu w rozwiązaniu problemu. Nazywam się Pedro **** i jeśli pan pozwoli postaram się udzielić wsparcia. Zapewniam, że dołoże wszelkich starań aby panu pomóc. Czy jest pan gotów ze mną współpracować i udzielić mi kilku informacji, dzięki którym przyblizmy sie do rozwiązania problemu?

Wszystko powiedziane po angielsku (w zasadzie z akcentem amerykańsko-hiszpańskim), bardzo miękkim głosem, ze starannie dobranymi słowami, przez elegackiego, modnie uranego trzydzietsolatka, z modną fryzurą. Zaliczyłem opad szczęki. Nie wiem jak bardzo musiałbym być wściekły, żeby po czymś takim jeszcze pyskować. Koleś jest pasjonatem swojego zawodu, jest w tym naprawde dobry. Opowiadał, jak to jego koledzy robią mu kawał łącząc go z najbardziej rozjuszonymi klientami, po to by obserwować jak początkowo rzucający błotem petent kończy z Pedro rozmowe kłaniając się w pas i dziękując za pomoc.

Tekst powyżej, to jest sztywna regółka ASAP:
Apologize - przeprosic
sympathize/emphasize - wyrazic wspolczucie i zrozumienie
assure -zapewnic o tym, ze trafil w dobre miejsce i ze mu pomozemy
p - nie pamietam od czego.. chyba problem solving - czyli przechodzimy do pytan o problem

na początku przepraszamy, nie wazne czy to nasza wina czy nie, od tego tu jestesmy. No i musimy jakos uspokoić nerwy klienta. Nastepnie szczerze (znaczy takie wrazenie sprawić musimy) wyrażamy zrozumienie dla jego prolemów, współczujemy mu itp. Nastepnie zapewniamy go o tym po co tu jestesmy, probujemy wzbudzic w nim zaufanie. W tym momenvcie petent jest gotow by juz spokojnie opowiedziec nam o bledzie z jakim do nas przybywa.

I rzeczywiscie, dostalismy 4 ulotki z pewnymi pomocnymi zwrotami, kilkoma zasadami, wszystko proste jak budowa cepa.

socjotechnika

nie ma w tym kszty magii ani szczerej uprzejmosci. To jest zawód. A technika opisana wyzej jest naprawde baaarzo popularna..

wiec nastepnym razem, jak bedziecie dzwonic gdzies wkurzeni z zamiarem opieprzenia pierwszej lepszej osoby, po początkowych przeprosinach możecie powiedzieć:

przeprosił mnie pan/pani, za chwile bedzie mi pan/pani wspolczyc i wyrazi jak bardzo rozumie moj gniew, potem zapewni mnie pan/pani o tym, ze to co mnie spotkalo nie wydarzy sie juz wiecej, a przynajmniej nie z panem/pania i zaoferuje mi pan/pani swoją pomoc. Ja się zgodzę, więc przejdzmy może do konkretów: prosze mi pomóc!

efekt murowany, porownywalny z tym, jaki mozemy osiągnąć otwierając drzwi świadkom jechowy, oferującym nam ciekawe pismo, i pytając się ich: strażnica? nie dziekuje, bo będziecie do mnie przychodzić co tydzień.

czwartek, 24 stycznia 2008

zaraźliwa polskość

Chciałem przedstawić humor sytuacyjny, ale należy Wam się wcześniej drobne wprowadzenie do kultury amerykańskiej. Otóż amerykanie maja w zwyczaju używać "how are you?" jako formy grzecznościowej na powitanie. Do klasyków przeszły  już dialogi, kiedy to Polacy nie do końca obeznani z amerykańską kulturą, w odpowiedzi zaczynali narzekać na rząd, podatki, ceny żywności, benzyny i stan zdrowia swój i bliskich, podczas gdy Amerykanin oczekiwał krótkiego "I'm fine, thanks. And how are you?", po czym odpowiedział by "I'm Ok" i mógł by swobodnie zacząć temat, jaki miał na mysli pytając nas jak się mamy. W mojej firmie amerykanów mamy na co dzień, wiec takich "gaf" juz nikt raczej nie popełnia. Natomiast dzisiaj na korytarzu spotkałem jednego kolesia, który jest u nas chyba juz z miesiąc. Rozmowa wyglądała tak:

Ja: Hi!
On: Cześć!
Ja: How r u?
On: Oh.. tak sobie.. a ty?

zostałem wmurowany

Tylko miesiąc, a nasi zrobili mu już cos takiego :)
Za kolejny miesiąc pewnie nauczą go narzekac na pogode.

niedziela, 20 stycznia 2008

masz zły dzień?

W tym sądnym dniu, kiedy to założyłem bloga (czemu to jest takie proste?!) powiedziałem sobie jedno: jestem przeciwnikiem blogów, pamiętników i wszelakich przejawów uzewnętrzniania się w sposób bezpośredni. No ok. To co sobie powiedziałem brzmiało jakoś bardziej w stylu: jesteś facetem, informatykiem. Nie naciskaj tego submit! Za późno. To jak już nacisnąłeś, to chociaż pisz tu krótko, zwięźle i ciekawie i nie rozwódź się nad sobą. Udało mi się przez 3 posty.

Niedawno insynuowano, że mój blog jest/ma coś w sobie z/trąci emo.

Stanowczo sprzeciwiam się takim pomówieniom. Sprzeciw niestety muszę okupić naruszeniem zasady przedstawionej w pierwszym akapicie.

***

Emo wszystkie swoje nieszczęścia i niepowodzenia uzewnętrznia, a często większość z nich tworzy samodzielnie.

W tych 3 postach do tej pory zamieszczonych nie zdążyłem nawet ust otworzyć, a co dopiero ponarzekać. I nie będę narzekał bo nie rozpatruje świata w kategorii nieszczęść. Raz się coś uda, a raz nie. Tak więc zawsze staram się robić wszystko w taki sposób, aby potem nie móc zarzucić, że mogłem zrobić coś więcej.

Czasem jednak zdarza się, że mimo naszych usilnych starań nic nie idzie po myśli, wszystko na przekór, złośliwe są rzeczy martwe, albo społeczeństwo to banda debili. Zazwyczaj sobie z tym radze dusząc to w sobie, aż nie zdechnie, śmiejąc się z tego itp itd.

Lecz czasem, radze sobie tak:



to, nie jest emo...
to jest specyficznie optymistyczne ;)

niedziela, 13 stycznia 2008

Juz sie tłumacze

Się stało.
Założyłem bloga.
Co mnie pchnęło do tego haniebnego czynu?
No, po pierwsze to wypiłem dwa piwa. To był chyba jednak najważniejszy element układanki. Następnie zapuściłem sierżanta pieprza. To niesamowite, jak rozsądna dawka alkoholu wpływa pozytywnie na postrzeganie świata. Muzyka, która w normalnych warunkach jest śliczna, po odpowiednim zmiękczeniu receptorów staje się cudowna. Znaczy nie. Ona już taka była, tylko człowiek zaczyna to jakoś bardziej wyraziście dostrzegać. Wpadła mi wtedy do głowy pewna fajna (Word ostrzegł mnie właśnie, że wyraz ‘fajna’ jest potoczny, ale „zapuściłem” przełknął bez zająknięcia!?) myśl. Taka z gatunku ponadczasowych, głębokich, takich którymi chce się z kimś podzielić, tu i teraz, natychmiast. Przyszedł mi wtedy na myśl blog eXa, w którym to ostatnio deczko gmeram. Tutaj na scenę wchodzi kolejny powód założenia bloga: byłem również w trakcie pisania pracy magisterskiej. W czymś, co można określić mianem musze-to-robić-musze-się-skoncentrować-muszę-to-robić-co-to-ja-miałem-w-ogóle-www.onet.pl-stanu. No więc postanowiłem, że się zbloguje. Nic nie szkodzi, że podczas wybierania adresu bloga (http://xavex.blogspot.com/ został bezczelnie zajęty) ta cudowna ponadczasowa myśl zainspirowana tyskim i Beatlesami zdążyła wyparować w rytm (o ironio!) „She’s Leaving Home” Beatlesów. Tutaj muszę się przyznać: pomysł na adres bloga zerżnąłem od eXa. Tylko bardziej przekornie.

***

Tak. Nie czytałem w życiu regularnie żadnego bloga. Jedyne dwa na które zerkałem, to pierwszy lepszy w katalogu Onetu (trafiłem na mroczny blog jakiejś nastolatki, która zakochała się w księdzu i była z tego powodu strasznie nieszczęśliwa, bo ksiądz jej powiedział „nie” i wyjechał z parafii) i blog eXa ( sorry eX za towarzystwo :) ).

***

Teraz pewnie strącę sporo czasu na dostosowywanie wyglądu strony do moich monochromatycznych potrzeb, ale za to nie będę musiał patrzeć na prace magisterską, zwłaszcza patrzeć na to jak jej nie przybywa. Wynika z tego prosta obserwacja, że potrzebowałem jedynie zająć palce, czym innym niż klepaniem kodu.

Jak dla mnie OK.

***

Jedno, co mnie zastanawia, to czy w ogóle będzie miał kto to czytać (mnie by było szkoda czasu). Pewnie nie.

Jak dla mnie OK.